Kiedy na świecie pojawia się dziecko, w głowie wielu aktywnych rodziców pojawia się pytanie, czy to koniec ich dotychczasowego stylu życia. Czy musimy zamienić górskie szlaki i leśne ścieżki na miejski asfalt, a poranny bieg na spokojny spacer wzdłuż osiedlowych bloków? Odpowiedź brzmi: nie, o ile masz wózek, który traktuje teren jak naturalne środowisko, a nie wyzwanie.

Nasza historia z wózkami Thule zaczęła się już przy starszej córce, kiedy to model Urban Glide 2 stał się naszym wiernym kompanem. Przez pięć lat był z nami wszędzie – od codziennych spacerów, przez góry, aż po bieganie. Gdy na świat przyszła nasza młodsza córka, nie szukaliśmy innego rozwiązania. Wybraliśmy trzecią generację tego modelu, będąc ciekawymi, czy to tylko kosmetyczny lifting, czy faktycznie realna poprawa. Dziś, po roku intensywnego używania wózka – od gondoli, aż po teraz, gdy córka skończyła pierwszy rok życia wiemy już, czy warto było postawić na następcę.


Wózek jako styl życia, a nie tylko środek transportu
Dla nas Thule Urban Glide 3 to nie jest wózek „na wyjścia do galerii”, choć i tam radzi sobie bez zarzutu dzięki swojej zwrotności. To sprzęt dla rodzin, które po prostu nie potrafią usiedzieć w miejscu. Sprawdzi się wszędzie tam, gdzie podłoże nie jest idealnie gładkie: na korzeniach w lesie, na dziurawych chodnikach w miastach, na szutrowych drogach czy podczas górskich wędrówek.
Choć my obecnie częściej wybieramy szybki marsz niż bieganie, to właśnie ta pewność, że wózek „przejedzie przez wszystko”, daje nam największy komfort psychiczny. Co ważne, Urban Glide 3 posiada certyfikat do biegania i jazdy na rolkach. Dzięki dużym, 16-calowym pompowanym kołom oraz stabilnej konstrukcji, nawet przy większej prędkości dziecko nie czuje wstrząsów, a rodzic ma pełną kontrolę nad sprzętem. To narzędzie, które pozwala nam być aktywnymi rodzicami bez rezygnacji z własnych pasji.
- Czytaj także: Thule Sapling – nasza recenzja nosidła turystycznego


Ewolucja, która ma znaczenie
Pamiętając nasze lata z modelem numer dwa, przesiadka na „trójkę” była jak powrót do dobrze znanego domu, w którym ktoś wreszcie zrobił remont i wprowadził upragnione poprawki. Konstrukcyjnie wózek pozostał wierny swojej filozofii – jest smukły, lekki i niezwykle zwrotny, ale detale robią ogromną różnicę.
Najbardziej doceniamy nową magnetyczną klamrę przy pasach. To niby drobiazg, ale w codziennym pośpiechu, gdy próbujesz zapiąć wiercącego się roczniaka, doceniasz, że magnesy same naprowadzają części klamry na miejsce. To ułatwienie, do którego szybko się przyzwyczajasz i za którym tęsknisz w innych wózkach. Kolejną zmianą, której bardzo brakowało nam wcześniej, jest zintegrowany podnóżek. Dzięki niemu nogi naszej córki mają stabilne wsparcie, co jest zbawienne zwłaszcza podczas dłuższych drzemek w terenie. Widać, że producent słuchał głosów rodziców i wyciągnął wnioski z poprzednich lat.



szybkie i bezpieczne zapinanie
Komfort dziecka i pełna modułowość
Jako rodzice, którzy korzystali z tego modelu od pierwszych dni życia dziecka, możemy potwierdzić, że system 3-w-1 sprawdza się w praktyce rewelacyjnie. Nowa gondola jest nieco większa i posiada lepiej zaprojektowaną budkę, która świetnie chroni przed wiatrem czy słońcem. Montaż na ramie za pomocą adapterów przebiega błyskawicznie, więc w zależności od potrzeb możecie używać samej ramy z gondolą, fotelikiem samochodowym lub docelowym siedziskiem spacerowym.
Gdy przeszliśmy na spacerówkę, upewniliśmy się tylko w przekonaniu, że to był dobry wybór. Oparcie reguluje się płynnie aż do pozycji prawie leżącej, a gigantyczna, wydłużana budka z ochroną przeciwsłoneczną sprawia, że maluch jest zawsze bezpieczny, bez względu na to, jak mocno operuje słońce, oraz wiatr.






Prowadzenie, bezpieczeństwo i transport
Prowadzenie Thule Urban Glide 3 to czysta przyjemność. Nawet przy pełnym obciążeniu wózek sunie lekko (starsza córka lubi korzystać z podwózek), a przednie koło (które można zablokować do szybszej jazdy) bez trudu radzi sobie z manewrowaniem. Bardzo doceniamy zintegrowany obrotowy hamulec ręczny. Daje on niesamowitą kontrolę nad prędkością, gdy zjeżdżamy ze stromej ścieżki w lesie lub jedziemy na rolkach. To kwestia bezpieczeństwa, o której nie wolno zapominać.
W terenie przydaje się też odświeżony kosz bagażowy. Jest pojemny, ale co najważniejsze – zamykany na zamek. Jeśli chodzi o składanie, model 3 robi to sprawniej niż poprzednik. Mimo że to spory wózek terenowy, po szybkim wypięciu tylnych kół mieści się bez problemu nawet w mniejszych bagażnikach samochodowych. To dla nas kluczowe, bo przy podróżach z dwójką dzieci każdy centymetr wolnego miejsca w aucie jest na wagę złota.



Czy są jakieś minusy?
Nie ukrywamy jednak, że nie jest to wózek bez skazy. Wciąż brakuje nam barierki ochronnej (pałąka) w zestawie podstawowym – przy tej cenie uważamy, że powinna być standardem, a nie płatnym akcesorium. Mamy też drobny zarzut do okienka w daszku. W modelu numer dwa było ono rozwiązane nieco bardziej stabilnie. Tutaj, przy silniejszym wietrze, potrafi się czasem samo przymknąć, co utrudnia dyskretny podgląd malucha bez zatrzymywania się podczas biegu.




Nasza ostateczna ocena
Czy kupilibyśmy ten wózek drugi raz? Zdecydowanie tak. Thule Urban Glide 3 to nie rewolucja, a bardzo przemyślana ewolucja sprawdzonej konstrukcji. Jeśli szukacie wózka, który stanie się częścią Waszego aktywnego stylu życia i pozwoli na wspólne wyprawy bez ograniczeń, jest to jedna z najlepszych opcji na rynku. Dla nas to niezawodny partner, który udowadnia, że po narodzinach córki życie nie zwalnia. Ono po prostu zmienia swój rytm na znacznie ciekawszy i bardziej outdoorowy!




