Dzieci rosną zdecydowanie szybciej, niż byśmy chcieli. Jeszcze niedawno wybieraliśmy pierwszy fotelik dla naszej młodszej córki, a dziś przyszedł czas na kolejny etap podróżowania samochodem. Po Thule Maple przesiadła się do Thule Elm. To większy fotelik, który ma towarzyszyć nam przez kolejne lata.
Marka Thule nie jest nam oczywiście obca. Na blogu mogliście już przeczytać naszą recenzję fotelika Thule Maple, z którego korzystaliśmy od pierwszych miesięcy życia naszej młodszej córki. Maple nadal dobrze spełniał swoją rolę i jeszcze przez pewien czas moglibyśmy z niego korzystać, ale wiedzieliśmy, że zbliżamy się już do momentu przesiadki na większy fotelik.
Thule Elm dostaliśmy do testów w tym samym czasie co Thule Palm, który sprawdza nasza starsza córka. W przypadku młodszej przesiadka była jednak szczególnie prosta, ponieważ oba foteliki, czyli Maple i Elm, korzystają z tej samej bazy Thule Alfi. Nie musieliśmy więc ponownie montować bazy w samochodzie ani zastanawiać się nad kolejnym systemem. Po prostu wyjęliśmy Thule Maple, wpięliśmy Thule Elm i mogliśmy ruszać w drogę.

Thule Elm – pierwsze wrażenia
Jedną z największych zalet całego systemu Thule jest właśnie możliwość wykorzystania tej samej bazy do Thule Maple i Thule Elm. Thule Alfi została w samochodzie, więc sama przesiadka zajęła dosłownie chwilę.
Sam Thule Elm od pierwszego kontaktu sprawia bardzo solidne wrażenie. Podobnie jak w przypadku innych produktów Thule, które mieliśmy okazję testować, nie chodzi tutaj nawet o jeden konkretny element, który robi efekt „wow”. Bardziej o całość i o to, że kolejne rzeczy są po prostu dobrze przemyślane. Materiały są przyjemne w dotyku, tapicerka wygląda na solidną, a cała konstrukcja sprawia wrażenie bardzo dobrze wykonanej. To oczywiście nie jest najważniejsza rzecz w foteliku samochodowym, ale podczas codziennego korzystania trudno tego nie zauważyć.

Od pierwszego spojrzenia zwraca też uwagę mocno zabudowana konstrukcja fotelika. Dziecko jest w nim wyraźnie otoczone wysokimi bokami i głębokim zagłówkiem, co od razu daje poczucie, że konstrukcja została zaprojektowana z dużym naciskiem na ochronę.
Nie jest to jednak tylko kwestia wyglądu. Thule Elm wyposażono w Thule Impact Protection System – system ochrony, który stanowi integralną część konstrukcji fotelika i ma zapewniać dziecku ochronę z boków, z tyłu i z przodu. W wielu fotelikach spotykamy dodatkowe elementy ochrony bocznej, które trzeba wysunąć lub odpowiednio ustawić. Tutaj cała ochrona jest po prostu częścią fotelika – nie trzeba niczego dodatkowo montować, rozkładać ani pamiętać o ustawieniu.
To kolejny przykład rozwiązania, w którym Thule stara się ograniczyć ryzyko popełnienia błędu przez rodzica – podobnie jak w przypadku bazy Alfi, której konstrukcja i sposób montażu zostały zaprojektowane tak, aby maksymalnie ułatwić prawidłowe wpięcie fotelika. To również jeden z tych elementów, które sprawiają, że Thule Elm od pierwszego kontaktu robi wrażenie bardzo solidnego i dobrze przemyślanego fotelika.


Jak Thule Elm sprawdza się podczas codziennego użytkowania?
Jedną z rzeczy, które najbardziej doceniamy w Thule Elm, jest możliwość obrócenia fotelika w stronę drzwi. Samo rozwiązanie nie było dla nas nowością, ponieważ korzystaliśmy z niego również w Thule Maple. Ale właśnie po przesiadce na większy fotelik po raz kolejny przekonaliśmy się, jak bardzo ułatwia to codzienne wkładanie i wyjmowanie dziecka z samochodu.
Zamiast wciskać się pomiędzy drzwi a fotel, pochylać się pod dziwnym kątem i próbować zapiąć pasy w niezbyt wygodnej pozycji, po prostu obracamy fotelik w swoją stronę. Możemy spokojnie posadzić dziecko, zapiąć pasy, a później obrócić fotelik do odpowiedniej pozycji. Niby nic wielkiego, ale przy codziennym korzystaniu z samochodu naprawdę robi to różnicę. Szczególnie wtedy, kiedy trzeba szybko włożyć dziecko do auta, a ono akurat ma zupełnie inne plany.

Przy zapinaniu pasów pojawia się właśnie kolejny detal, który na początku wymagał od nas chwili przyzwyczajenia. Thule Elm wyposażono w system Easy-In, czyli magnesy, które przytrzymują pasy po bokach fotelika. Dzięki temu podczas wkładania dziecka do środka pasy nie powinny znaleźć się pod jego plecami. Pierwsze dwa czy trzy razy trzeba było po prostu wyrobić sobie nowy nawyk. Później korzystanie z magnesów stało się całkowicie automatyczne.


Jak Thule Elm sprawdza się podczas jazdy i snu?
Łatwość wkładania dziecka do samochodu to oczywiście jedno. Drugie pytanie brzmi: jak fotelik sprawdza się już podczas samej jazdy? Na razie mamy tutaj bardzo dobre doświadczenia. Nadal korzystamy z wkładki dla mniejszych dzieci, dzięki której fotelik jest dobrze dopasowany do obecnego etapu. Elm ma również możliwość regulacji, dzięki której można ustawić go w bardziej odchylonej, półleżącej pozycji. I to akurat bardzo nam się podoba, ponieważ małe dzieci nadal potrafią przespać sporą część podróży. Nie zawsze jednak zasypiają wtedy, kiedy akurat możemy zatrzymać samochód i zacząć zmieniać ustawienie fotelika. Dlatego na co dzień korzystamy z pozycji, która dobrze sprawdza się zarówno podczas normalnej jazdy, jak i wtedy, kiedy córka po prostu zaśnie.
Ma już za sobą kilka takich drzemek i zauważyliśmy, że głowa dobrze utrzymuje się w odpowiedniej pozycji. Nie opada regularnie do przodu ani na boki, dzięki czemu nie musimy co chwilę zerkać w lusterko i zastanawiać się, czy za moment nie obudzi się w kompletnie niewygodnej pozycji. Oczywiście każde dziecko śpi inaczej i trudno oczekiwać, że głowa podczas całej podróży pozostanie dokładnie w jednym miejscu. Z naszej perspektywy ważne jest jednak to, że Elm dobrze sprawdza się podczas drzemek, a po pierwszych doświadczeniach nie zauważyliśmy problemu z opadaniem głowy.
Przejście z Maple do Elm było więc dla nas naturalną zmianą na kolejny etap. Fotelik jest większy, ale nadal pozwala wygodnie podróżować i zapewnić dziecku bardziej odchyloną pozycję, która szczególnie dobrze sprawdza się podczas dłuższych tras.



Jazda tyłem – rozwiązanie, które szczególnie nam się podoba
W przypadku małego dziecka wygoda podczas podróży jest oczywiście bardzo ważna. Ale równie istotne jest dla nas bezpieczeństwo i to, w jaki sposób dziecko podróżuje. Thule Elm umożliwia jazdę zarówno tyłem, jak i przodem do kierunku jazdy. Producent jasno wskazuje jednak, że jazda tyłem powinna trwać jak najdłużej. Właśnie sposób, w jaki rozwiązano tutaj możliwość zmiany kierunku jazdy, szczególnie nam się podoba.
Na co dzień wygląda to bardzo prosto. Po włożeniu i zapięciu dziecka, kiedy fotelik ustawiony jest w stronę drzwi, wystarczy delikatnie obrócić go na bazie, aby ustawić go tyłem do kierunku jazdy. Ruch jest szybki i płynny, a kiedy fotelik znajdzie się we właściwej pozycji, słyszymy charakterystyczne kliknięcie. Dodatkowo baza Thule Alfi daje nam wizualne potwierdzenie, że wszystko zostało prawidłowo ustawione – wskaźnik na bazie pokazuje właściwą pozycję, a odpowiednia kontrolka potwierdza poprawne zablokowanie fotelika.
Nie chodzi jednak o to, że Thule całkowicie blokuje możliwość jazdy przodem. Jeśli rodzic chce przewozić dziecko w ten sposób, może to zrobić. Różnica polega na tym, że podczas obracania fotelika w drugą stronę wyraźnie wyczuwamy blokadę. Żeby ustawić Thule Elm przodem do kierunku jazdy, trzeba ją wcześniej świadomie odblokować. Dzięki temu nie dzieje się to przypadkiem. Thule nie zabrania jazdy przodem, ale jasno komunikuje, że jazda tyłem jest rozwiązaniem zalecanym, a zmiana kierunku wymaga świadomej decyzji rodzica. W naszym przypadku nadal podróżujemy tyłem do kierunku jazdy i właśnie tak chcemy korzystać z Thule Elm jak najdłużej.

Jakość i detale, które zauważa się podczas codziennego korzystania
Po pierwszych doświadczeniach z Thule Elm trudno nam wskazać jedną rzecz, która zrobiła na nas największe wrażenie. Im dłużej z niego korzystamy, tym bardziej widzimy, że jego największą zaletą jest po prostu suma wielu dobrze przemyślanych rozwiązań. Niektóre z nich zauważa się od razu, inne dopiero podczas codziennego korzystania.
Dobrym przykładem są chociażby same pasy. Od ich wewnętrznej strony zastosowano materiał, który pomaga utrzymać je we właściwym miejscu na ramionach dziecka. Dzięki temu pasy nie zsuwają się ani nie ześlizgują z ramion, a jednocześnie dobrze trzymają dziecko w odpowiedniej pozycji. Zwróciliśmy też uwagę na sposób wykonania tego elementu. Nie jest to twardy czy szorstki materiał, który mógłby uwierać dziecko. Pasy są miękkie i przyjemne w dotyku, a po dłuższej podróży nie zauważyliśmy, żeby pozostawiały odciski czy podrażniały skórę.
Jest jednak jedna rzecz, do której musieliśmy się przyzwyczaić. Chodzi o dwa elementy pasa, które przed wpięciem do klamry trzeba ze sobą połączyć. Kiedy dziecko się wierci, zdarza się, że się rozłączają. Po kilku dniach można wyrobić sobie odpowiedni sposób ich trzymania, ale przydałby się tutaj może jakiś niewielki magnes, który pomagałby utrzymać oba elementy razem przed zapięciem.
I właśnie takich drobnych detali jest tutaj więcej. Nie zawsze zwracamy na nie uwagę od razu, ale podczas codziennego korzystania zaczynają mieć znaczenie. To suma tych wszystkich rozwiązań sprawia, że Thule Elm jest po prostu dobrze przemyślanym fotelikiem do codziennego użytkowania.

Thule Elm Connect 360 – kontrola napięcia pasów
Kiedy publikowaliśmy tę recenzję i testowaliśmy klasyczną wersję Thule Elm, pojawił się nowy model Thule Elm Connect 360. I choć wszystkie opisane w tym tekście doświadczenia dotyczą testowanego przez nas fotelika, w nowej wersji pojawiło się rozwiązanie, o którym po prostu musimy wspomnieć.
Nawet najlepszy fotelik nie zapewni dziecku odpowiedniego bezpieczeństwa, jeśli dziecko nie zostanie w nim prawidłowo zapięte, a pasy odpowiednio dociągnięte. I właśnie tutaj Thule postanowiło pójść o krok dalej.
Nowy Thule Elm Connect 360 został wyposażony w eBuckle by Holmbergs™, czyli system kontrolujący napięcie pasów. Po ich odpowiednim dociągnięciu rodzic otrzymuje jasne potwierdzenie – zielone światło i sygnał dźwiękowy informują, że uprząż została prawidłowo napięta.
I szczerze? To jest jedno z tych rozwiązań, które naszym zdaniem powinny z czasem stać się standardem w fotelikach samochodowych. Samochody od dawna potrafią przypomnieć nam o niezapiętych pasach. Naturalnym kolejnym krokiem wydaje się więc informowanie rodzica również o tym, czy dziecko w foteliku zostało prawidłowo zapięte i czy pasy zostały odpowiednio dociągnięte.
Thule poszło jednak jeszcze dalej. Elm Connect 360 współpracuje z bazą Thule Alfi Connect i aplikacją Thule, która zapewnia m.in. wskazówki dotyczące instalacji, informacje dotyczące bezpieczeństwa, powiadomienia o nieprawidłowym użyciu oraz alert, jeśli dziecko zostanie pozostawione bez opieki w samochodzie.


Co nam się podoba w Thule Elm?
Po pierwszych doświadczeniach z Thule Elm najbardziej doceniamy:
- możliwość wykorzystania tej samej bazy Thule Alfi, z której korzystaliśmy wcześniej z Thule Maple,
- obrót fotelika w stronę drzwi, który naprawdę ułatwia codzienne wkładanie i wyjmowanie dziecka z samochodu,
- system Easy-In i magnesy przytrzymujące pasy, dzięki którym nie przeszkadzają one podczas wkładania dziecka do fotelika,
- dobrze zaprojektowane pasy, które nie zsuwają się z ramion, a jednocześnie są miękkie, nie uwierają i nie pozostawiają odcisków,
- wygodną pozycję podczas jazdy i snu oraz trzy poziomy odchylenia, dzięki którym można ustawić fotelik również w bardziej półleżącej pozycji,
- rozwiązanie dotyczące jazdy tyłem, które sprawia, że przejście na jazdę przodem wymaga świadomej decyzji rodzica,
- solidną konstrukcję i dopracowanie detali, które zauważamy podczas codziennego korzystania z fotelika.

Thule Elm – nasza opinia
Przesiadka z Thule Maple do Thule Elm była dla nas po prostu kolejnym etapem podróżowania z dzieckiem. Dużym plusem okazało się to, że oba foteliki korzystają z tej samej bazy Thule Alfi. Nie musieliśmy więc ponownie montować całego systemu w samochodzie. Wystarczyło po prostu podmienić fotelik.
Po pierwszych wspólnych podróżach najbardziej doceniamy jednak to, jak Thule Elm sprawdza się podczas normalnego, codziennego użytkowania. Obrót w stronę drzwi naprawdę ułatwia wkładanie i wyjmowanie dziecka z samochodu, a system Easy-In pozwala wygodnie odłożyć pasy na boki. Kiedy wyrobimy sobie nawyk korzystania z magnesów, pasy nie przeszkadzają podczas wkładania dziecka do fotelika i nie trzeba później szukać ich pod nim czy wyciągać zza pleców.
Bardzo dobrze sprawdza się również podczas dłuższych podróży. Dziecko ma wygodną pozycję, może spać w bardziej odchylonym ustawieniu, a my nie musimy co chwilę zerkać, czy główka nie opadła w niewygodny sposób.
Podoba nam się także podejście Thule do kwestii jazdy tyłem. Możliwość jazdy przodem oczywiście istnieje, ale nie da się zmienić kierunku przypadkiem — wymaga to świadomego działania rodzica. Dla nas to jasny sygnał, że jazda tyłem jest tutaj traktowana jako podstawowy i zalecany sposób podróżowania małego dziecka.
Na dziś możemy powiedzieć jedno: Thule Elm to dla nas bardzo dobrze przemyślany kolejny krok po Thule Maple. Nie ma tutaj jednej funkcji, która przyćmiewa wszystkie pozostałe. Największe wrażenie robi raczej to, jak wszystkie te elementy działają razem, od łatwego montażu i obrotu, przez wygodę dziecka, aż po rozwiązania, które pomagają rodzicowi korzystać z fotelika po prostu łatwiej i pewniej.


