Rysy to najwyższy szczyt w Polsce, którego północny, graniczny wierzchołek wznosi się na wysokość 2499 m n.p.m. (wyższy o 2 metry jest wierzchołek południowy, który jednak w całości położony jest w granicach Słowacji). Zdobycie Rysów jest marzeniem chyba każdego góromaniaka. Z Polski na szczyt Rysów prowadzi szlak o kolorze czerwonym, który zaczyna się na Palenicy Białczańskiej (964 m n.p.m.). Jego pokonanie wymaga sporej kondycji, gdyż na odcinku ok. 13 kilometrów do pokonania mamy ponad 1500 metrów przewyższenia. Ponadto, powyżej 2000 m n.p.m. rozpoczynają się trudności techniczne, których pokonanie ułatwiają liczne łańcuchy. Końcowy etap wejścia na Rysy wiąże się natomiast z dużą ekspozycją. 

Na szczycie Rysów

Chcesz zdobyć Rysy? Pamiętaj, by dobrze się do tego przygotować!

Z tych właśnie względów na Rysy z pewnością nie powinny wybierać się osoby początkujące, które dopiero zaczęły swoją górską przygodę. Te powinny spróbować swoich sił najpierw na innych, mniej wymagających szczytach, tak aby mieć pewność, że wychodząc na Rysy, są bardzo dobrze do tego przygotowani. Niestety, na szlaku na Rysy spotkaliśmy osoby całkowicie nieprzygotowane, które nie wiedziały, jak wygląda szlak prowadzący na ten szczyt i z czym wiąże się jego pokonanie. Ponadto wielu turystów nie zdaje sobie nadal sprawy, że w górach pogoda może zmieniać się diametralnie. Nawet jeśli w dolinach jest ciepło i świeci Słońce, to na szczycie może wiać, padać deszcz, czy śnieg, a w lecie można spodziewać się burzy, nawet w godzinach przedpołudniowych. W związku z tym przed wyjściem w góry konieczne jest umiejętne sprawdzenie prognozy pogody i zabranie ekwipunku pozwalającego w komfortowych warunkach przetrwać w każdych warunkach. Nawet w lecie, w jego skład musi wejść kurtka, czapka, rękawiczki i latarka. Nie można także zapominać o wzięciu prowiantu i odpowiedniej ilości płynów. 

Dla nas wejście na szczyt Rysów było zwieńczeniem wspólnego zdobywania Korony Gór Polski. 

Widok na Czarny Staw pod Rysami i Morskie Oko

Palenica Białczańska- tu rozpoczynamy swoją przygodę z Rysami

Palenica Białczańska to polana, gdzie znajduje się parking, z którego ogromna ilość turystów rusza w kierunku najbardziej znanej tatrzańskiej atrakcji, czyli Morskiego Oka. Parking ten pomieści ok. 850 samochodów, jednak aby tu zaparkować, konieczne jest wcześniejsze wykupienie biletu w systemie online. Tylko w ten sposób mamy zagwarantowany w tym miejscu postój. Inną opcją dostania się na Łysą Polanę jest dojazd tutaj busem z Zakopanego, bądź pobliskich wsi, a także parkingów zlokalizowanych w okolicach Polany Głodówki i Bukowiny Tatrzańskiej. 

Na Palenicę Białczańską dojedziemy drogą wojewódzką nr 960 z Bukowiny Tatrzańskiej, bądź, tzw. Drogą Oswalda Balzera z Zakopanego (dojedziemy nią do skrzyżowania z drogą 960). 

Z Palenicy Białczańskiej na Morskie Oko

Na sam początek zmagań z Rysami czeka nas niezwykle trudne zadanie. Trudne nie pod względem technicznym ani kondycyjnym, a raczej pod względem wypracowania cierpliwości. Chodzi o pokonanie 8,5- kilometrowego, asfaltowego odcinka drogi łączącej Palenicę Białczańską z Morskim Okiem. 

Na szlak wyruszamy tuż po 3 nad ranem. Dookoła jest ciemno, lecz z nami wędruje już całkiem spore grono turystów. Część z nich będzie wchodzić z nami na Rysy, ale część udaje się przez Dolinę Pięciu Stawów na zmagania z Orlą Percią. Przechodzimy obok kasy biletowej Tatrzańskiego Parku Narodowego, która o tej porze jest zamknięta. Dlatego bilety wstępu na teren parku kupujemy online. Przemierzamy asfaltową  drogą, którą rozświetla nam tylko i wyłącznie światło naszych czołówek. Stawiamy krok za krokiem, a w głuszy lasu odbijają się jedynie dźwięki naszych kijków trekkingowych. Docieramy do Wodogrzmotów Mickiewicza, czyli wodospadów, które dla uczczenia 1 rocznicy sprowadzenia prochów naszego wieszcza na teren Polski nazwano właśnie jego imieniem. W ciemności ich nie widzimy, za to świetnie słychać szum spadającej z potężną siłą wody. Maszerujemy dalej. Dochodzimy do tzw. skrótów, które pozwalają skręcić z wijącej się zakosami asfaltowej drogi i pójść stromo po zboczu. Trasa ta, jednak jest świetnie przygotowana. Ścieżka wyłożona jest kamieniami, które tworzą schody. Dodatkowo zamontowane są drewniane barierki. Takich skrótów są cztery, a niedługo po ich pokonaniu meldujemy się na Polanie Włosienica. To tutaj jeszcze w latach 80. XX wieku, turyści zmierzający na Morskie Oko mogli dojechać pojazdem. Teraz na tę polanę dojeżdżają wozy konne transportujące turystów, którzy z jakichś powodów nie mogą przejść tej trasy o własnych siłach. Z Włosienicy na Morskie Oko pozostaje nam już niecałe 2 kilometry wędrówki. Przed schronisko położone nad najsłynniejszym w Polsce stawem docieramy ok. 4.30, a więc pokonanie blisko 9-kilometrowego odcinka z Palenicy Białczańskiej zajęło nam ok. 1,5 godziny. 

Wczesnym porankiem nad Morskim Okiem
Morskie Oko w półmroku

Z Morskiego Oka nad Czarny Staw- w drodze na Rysy

Nad Morskim Okiem zatrzymujemy się na krótką przerwę, aby napełnić nieco nasze brzuchy. Wokół nas wszechobecna ciemność, która zmącona jest światełkami czołówek osób, które właśnie podchodzą na Rysy, bądź Mięguszowiecką Przełęcz pod Chłopkiem. Oni prawdopodobnie dotrą do swojego celu jeszcze przed Wschodem Słońca. Co istotne, dla osób, które chciałyby o tej porze ogrzać się chwilę schronisku, nowy budynek (ten bliżej Morskiego Oka) jest na noc zamykany. Możliwy jest jedynie pobyt w tzw. starym schronisku nad Morskim Okiem, które znajduje się nieco na uboczu. 

Podejście na Czarny Staw pod Rysami. W tle Morskie Oko
Nad Czarnym Stawem pod Rysami

Nam niedogodności pogodowe nie doskwierają, więc nie mamy takiej potrzeby, a śniadanie jemy na jednej z ławeczek przed schroniskiem. Po uzupełnieniu kalorii ruszamy w dalszą drogę. Teraz czeka nas obejście Morskiego Oka, które nie powinno nam zająć więcej niż 30 minut niezależnie od tego, czy będziemy wędrować wschodnim, czy zachodnim brzegiem tego stawu. My wybieramy opcję numer jeden. Przechodzimy przez mostek na Rybim Potoku i po kamiennym chodniku ruszamy w stronę Czarnego Stawu pod Rysami. Po naszej prawej stronie mijamy ołtarz, przy którym już niejednokrotnie spotkaliśmy się z sytuacja, w której była odprawiana tu msza św. W świetle czołówki maszerujemy dalej. Pomału zaczyna świtać, a dzięki temu pojawiają się zarysy szczytów otaczających Morskie Oko. Dojrzeć możemy Mnicha, czy Mięguszowieckie Szczyty. Dobrze widziane jest także Miedziane. 

Czarny Staw pod Rysami o poranku
Czarny Staw pod Rysami, Morskie Oko i Miedziane

Po dotarciu na przeciwległy w stosunku do położenia schroniska brzeg stawu kierujemy swe kroki na podejście nad Czarny Staw Pod Rysami. Idziemy wijącą się do góry stromą ścieżką, która pozwoli nam na pokonanie blisko 200 metrów różnicy wysokości. Po naszej lewej stronie płynie Czarnostawiański Potok, który opadając z dużym impetem, tworzy malownicze kaskady. Nad Czarnym Stawem pod Rysami, tuż obok drewnianego krzyża meldujemy się ok. 5.30. Jest już widno, więc śmiało możemy wyłączyć nasze czołówki i schować je do plecaka. Jak zawsze podczas wizyt nad Czarnym Stawem pod Rysami ogromne wrażenie robi na nas potężna ściana Kazalnicy. Patrząc w przeciwnym kierunku nasz wzrok przyciągają natomiast Niżne Rysy. 

Czerwonym szlakiem na Bulę pod Rysami
Ten widok towarzyszy nam cały czas w trakcie podejścia na Rysy

Z Czarnego Stawu na Bulę pod Rysami

Nie spędzamy zbyt dużo czas nad Czarnym Stawem pod Rysami. Szybkim krokiem obchodzimy go wzdłuż jego wschodniego brzegu (tu w przeciwieństwie do Morskiego Oka mamy tylko jeden wariant) i gdy po kilkunastu minutach znajdujemy się po przeciwległej stronie, rozpoczynamy mozolne podejście na Bulę pod Rysami (2054 m n.p.m.). Odcinek ten nie jest trudny, lecz jego pokonanie wymaga włożenia sporego wysiłku. Pokonujemy kolejne kamienne stopnie i bardzo szybko zyskujemy na wysokości. Docieramy do charakterystycznego kamienia będącego miejscem, w którym tłumy turystów robi sobie zdjęcia. Oczywiście nie bez powodu! Pięknie stąd widać Czarny Staw pod Rysami, a także Morskie Oko. Z tyłu za nimi wyrasta Miedziane oraz wierzchołki Orlej Perci. Nasz wzrok przyciąga także Żabi Koń, który jest jednym z ważniejszych taternickich szczytów. 

Mozolne podejście na Bulę pod Rysami

Maszerujemy dalej. Mozolnie stawiamy każdy kolejny krok. Wydaje nam się, że wędrówka trwa całą wieczność. Pomaga nam na szczęście przepiękna panorama, jaką możemy podziwiać. Przechodzimy przez Kocioł pod Rysami, w którym hasają sobie kozice. Zawsze jesteśmy pod wrażeniem, jak sobie one świetnie radzą na stromych tatrzańskich zboczach. Przejście przez Kocioł może być problematyczne wczesnym latem, gdyż często zalegają tu płaty śniegu. Teraz, pod koniec sierpnia znajdują się one na szczęście zdala od szlaku i nie stanowią dla nas żadnej przeszkody. Po przejściu trasy przez Kocioł tuż po 6.30 meldujemy się na Buli pod Rysami. Stanowi ona spore wypłaszczenie, na którym bez problemu może lądować śmigłowiec TOPR-u w przypadku realizacji działań ratowniczych. Stąd też świetnie widać Morskie Oko oraz Czarny Staw pod Rysami. Bula pod Rysami jest także miejscem, w którym wielu turystów zatrzymuje się na dłuższy postój. Wszystko po to, by zebrać siły przed ostatnim odcinkiem szlaku prowadzącego na Rysy. 

Już niedaleko do Buli pod Rysami

Z Buli pod Rysami na Rysy

Odcinek z Buli pod Rysami na Rysy jest z pewnością najbardziej trudnym pod względem technicznym fragmentem szlaku, którym dzisiaj wędrujemy. Przed nami ok. 360- metrowa trasa ubezpieczona łańcuchami. Prowadzi ona wyraźną grzędą skalną. Po prawej stronie mamy charakterystyczny żleb, zwany rysą. To właśnie od niego swoją nazwę wzięła nazwa góra będąca najwyższym szczytem naszego kraju. Nią prowadzi także zimowy wariant szlaku. 

Tuż za Bulą pod Rysami rozpoczyna się podejście po łańcuchach

Co do samego ubezpieczonego fragmentu trasy nie jest on zbyt trudny, lecz należy pamiętać, że jest to dość długi odcinek, a my już mamy sporo kilometrów w nogach, które wpływają na nasze zmęczenie. Łańcuchy są pomocne szczególnie w miejscach, w których skała jest śliska. Wiele jest jednak momentów, gdzie te ułatwienia okazują się zbędne i można przejść bez nich. Nam w pokonywaniu tego fragmentu praktycznie nikt nie przeszkadza. Nie musimy się wymijać z nikim, kto schodzi z góry. Nikt nas też nie wyprzedza, ani my nie musimy wyprzedzać innych. Takie są zalety wychodzenia wcześnie do góry. Po sprawnym pokonaniu odcinku z łańcuchami dochodzimy do grani. Przed nami otworzyły się widoki na Dolinę Ciężką z opadającymi do niej ścianami Ganka i Gerlacha. Nie skupiamy się zbytnio na tych widokach, bo przed nami najbardziej trudny fragment trasy, czyli przejście przełączki, z której 500 metrów w dół opada słynna “rysa”. Fragment ten jest jednak ubezpieczony łańcuchem, więc spokojnie można go przejść. Jednak to właśnie tu tworzą się zatory, a niektórzy turyści doznają tzw. “blokady” nie pozwalającej im na postawienie kolejnego kroku. 

Końcówka podejścia na Rysy
Przejście przełączki tuż przed szczytem to najbardziej ekspozycyjny moment na całej trasie

Po przejściu przełączki czeka nas krótkie podejście granią, które kończy się wejściem na szczyt Rysów. W niektórych momentach ekspozycja może tu robić duże wrażenie. Jeszcze większe robią na nas widoki, jakie się stąd rozpościerają. Oprócz tych, które mogliśmy podziwiać na podejściu, otwiera nam się także panorama na Dolinę Mięguszowiecką, czy Żabią. Świetnie widoczny jest, m.in. Koprowy Wierch, a także charakterystyczny Krywań. O 8 rano meldujemy się na najwyższym szczycie Polski, na którym jest już sporo turystów. Spędzamy na nim blisko pół godziny, tym samym ciesząc się ze zdobycia szczytu i pięknej panoramy, jaka nas otacza. 

Szczyt Rysów
I my na szczycie:)

Przeraża nas jednak ilość śmieci na szczycie, których w czasie wędrówki uzbieraliśmy pełną reklamówkę. Dla nas dużym problemem było także palenie przez wielu “turystów” papierosów. Niestety nic sobie oni nie robią z zakazu palenia, jaki obowiązuje na terenie Tatrzańskiego Parku Narodowego. Nie wspominamy już o wrzaskach i przeklinaniu, co w Tatrach stało się na porządku dziennym. Szkoda, że niektórzy góry traktują jak wesołe miasteczko, do którego przychodzą tylko się zabawić. 

Z polskiego wierzchołka Rysów przechodzimy jeszcze na wyższy o 2 metry wierzchołek słowacki. Tutaj także nie ma za bardzo miejsca, żeby usiąść na chwilę i nacieszyć się górami, stąd podejmujemy decyzję o powrocie na Palenicę Białczańską. 

Z Rysów na Palenicę Białczańską

Zejście z Rysów wcale nie należało do łatwych zadań. Najpierw, na odcinku ubezpieczonym łańcuchami musieliśmy się zmierzyć z wymijaniem turystów podchodzącymi do góry. Niekiedy nie było to łatwe zadanie, ale szczęśliwie po ok. 1 godzinie meldujemy się na Buli pod Rysami. Z niej nad Czarny Staw schodzimy już po kamiennych schodach. Każdy krok stawiamy z dużą dozą ostrożności, gdyż nasze mięśnie są już mocno zmęczone, więc łatwo o poślizgnięcie się i upadek. Dłuży nam się ten odcinek niemiłosiernie. Zwłaszcza że Czarny Staw wydaje się być na wyciągnięcie ręki, a my cały czas idziemy i idziemy… Przed godziną 11 meldujemy się znów przy drewnianym krzyżu nad brzegiem głębokiego na 76 metrów stawu. W przeciwieństwie do poranka, gdy oprócz nas było tu kilka osób, teraz jest gwarno i tłoczno. 

Będąc nad Czarnym Stawem, nad nasze głowy niespodziewanie nadciągają burzowe chmury. Burza była zapowiadana wieczorem, a jest przed południem. To kolejny przykład na to, że wychodząc na szlak, musimy być przygotowani na każdą ewentualność. Mimo kolejnych grzmotów, które słychać w oddali, nie brakuje turystów, którzy wychodzą do góry. Schodzimy żwawym krokiem nad Morskie Oko. Gdy meldujemy się nad jego brzegiem, zaczyna padać deszcz. Bardzo się cieszymy z tego, że wyszliśmy na szlak wcześnie i taka pogoda nie spotkała nas wyżej. W deszczu przedzieramy się przez tłum nad Morskim Okiem i dostajemy się na drogą asfaltową, która staje się dla nas ostatnim do pokonania odcinkiem tego dnia. Wędrując nią, mijamy ogromne tłumy turystów maszerujących nad Morskie Oko. Po przejściu kolejnych kilometrów przechodzimy obok Wodogrzmotów Mickiewicza, których rano w ciemnościach nie widzieliśmy. Jak zawsze robią one nas ogromne wrażenie. Stąd na parking pozostaje nam już niewiele ponad 2 kilometry wędrówki.

Burzowe chmury nad Czarnym Stawem pod Rysami w trakcie powrotu
Morskie Oko

Szczęśliwi, tuż po 13 meldujemy się na Palenicy Białczańskiej. Zdobycie Rysów od polskiej strony zajęło nam 10 godzin, w czasie których pokonaliśmy 27 kilometrów i ponad 1500 metrów przewyższenia. Szlak ten jest ciężki, głównie pod względem kondycyjnym, chociaż są również fragmenty trudne technicznie. Przed wyruszeniem na niego, należy pamiętać o odpowiednim przygotowaniu.

Jeśli znalazłeś na naszym blogu poszukiwane przez Ciebie informacje, kolejną inspirację na wycieczkę, czy odpowiedź na nurtujące Ciebie pytanie, to będziemy niezwykle wdzięczni, gdy wrzucisz nam napiwek do naszej blogowej świnki skarbonki (kliknij w poniższy obrazek). Dziękujemy!!!