Tatry Tatry Zachodnie

Dolina Chochołowska- Grześ, Rakoń, Wołowiec

W planach Rohacze

Piękny, sierpniowy poranek. Bezchmurne niebo, brak wiatru, w planach mamy zdobycie Rohacza Ostrego. Startujemy z Siwej Polany. Wypożyczamy rowery (niestety od 2016 r. wypożyczalnia została zlikwidowana, jedyną formą podjechania przez Dolinę Chochołowską jest ciuchcia „Rakoń”, jednak kursuje ona dopiero od 9 rano lub wypożyczenie rowerów w Witowie i pozostawienie ich pod schroniskiem- niestety bez żadnej opieki) i pierwsze 7 km przejeżdżamy na 2 kółkach. W dolinie jest cisza, turystów brak, więc możemy się cieszyć głosami natury. Po oddaniu rowerów pozostaje nam jeszcze dwukilometrowe podejście do schroniska PTTK na Polanie Chochołowskiej.

Z historii schroniska na Polanie Chochołowskiej

Na samej polanie dzień budzi się do życia, wypasane są krowy, owce, a ze schroniska zaczynają wychodzić pierwsi turyści. Sami korzystamy z uroków pięknego dnia i w promieniach Słońca jemy śniadanie przed schroniskiem. Jest to największy tego typu obiekt w polskich Tatrach. Obecny budynek został wzniesiony w latach 1952-53 w miejscu starego, które zostało spalone w 1945 r. przez Niemców. Schronisko może pochwalić się ciekawą historią. W czasie II wojny światowej było schronieniem dla partyzantów, a następnie świadkiem ich walk z Hitlerowcami. W 1983 r. zostało ono natomiast odwiedzone przez papieża Jana Pawła II, który podczas spaceru Doliną Jarząbczą rozmawiał z Lechem Wałęsą. Z ciekawych wydarzeń, również spod schroniska, w 1938 r. wystartował pierwszy polski balon- Gwiazda Polska.

Dolina Chochołowska
Widok z okien schroniska

Na Wołowiec przez Wyżnią Chochołowską

Dalszą część naszej wędrówki planujemy kontynuować przez Wyżnią Chochołowską, trzymając się zielonych znaków, które prowadzą aż na rozdroże pod Wołowcem. Szlak ten jest bogaty w krzewy borówek, na których rosną dorodne owoce. Oczywiście N. nie przechodzi koło nich obojętnie i co rusz fioletowe owoce ląduje w jej buzi:) Idziemy żwawo. Mimo, że nad nami świeci Słońce to rześkie, poranne powietrze sprawia, że jest bardzo miło. Po niespełna półtorej godzinie od wyjścia ze schroniska jesteśmy na przełęczy pod Wołowcem. 

Wyżnia Chochołowska
Wyżnia Chochołowska

Rohacze muszą poczekać….

Niestety…. po dojściu na przełęcz naszym oczom ukazują się ciemne, ciężkie chmury, które wiszą nad całym pasmem Rohaczy. Nie nastraja nas to optymistycznie, jednak na razie nie myślimy o tym by zmieniać plany, jedynie liczymy, że chmury szybko odejdą. Chwila oddechu i ruszamy do góry.

Zdobywamy Wołowiec

Niebieskim szlakiem, choć jest bardzo stromy, w niespełna pół godziny meldujemy się na szczycie Wołowca (2064 m n.p.m.). Jest tuż po godzinie 10, a na szczyt nadciąga chmura, z której zaczyna padać. Niestety widoków też nie mamy zbyt ładnych… Jedyne co przychodzi nam podziwiać to drogowskaz ze szlakami oraz słupek graniczny. Nie zostaje nam nic innego jak zdecydować jak zmienić plany i zdecydować o powrocie do Doliny Chochołowskiej, Rohacze będą musiały poczekać.

Na szczycie Wołowca
Na szczycie Wołowca

Przez Rakoń i Grześ do Doliny Chochołowskiej

Na drogę powrotną wybieramy niebieski szlak, który wiedzie granią przez Rakoń i Grzesia. Dopiero teraz, z doliny nadciągają tłumy turystów, którzy zmierzają  na szczyt Wołowca. Im niżej schodzimy, tym pogoda znacznie się polepsza. Trochę żałujemy, że zrezygnowaliśmy z Rohaczy, ale patrząc na nie, ciągle widzimy ciemne chmury, które nie wróżą nic dobrego.

Wołowiec
Okolicę spowiła mgła

Kolejny cel? Deser chochołowski!

Niebieski szlak jest bardzo przyjemny. Jest to  szeroka ścieżka z której można podziwiać panoramę Tatr Zachodnich ze Starorobociańskim Wierchem, Bystrą, Czerwonymi Wierchami w roli głównej. Na szczycie Rakonia (1879 m n.p.m.) zatrzymujemy się dosłownie na chwilę, robimy pamiątkowe zdjęcie i czym prędzej zmierzamy w kierunku Grzesia. 

Na Grzesia (1653 m n.p.m.) dochodzimy w godzinach szczytu ruchu turystycznego, co objawia się prawdziwymi tłumami na jego szczycie. Warto tutaj zwrócić uwagę na krzyż, który w 1992 r. został postawiony na pamiątkę spotkań przedstawicieli opozycji polskiej i słowackiej w latach 80. XX w. Robimy sobie krótką przerwę śniadaniową, a następnie żółtym szlakiem schodzimy żwawo do schroniska, gdzie zamawiamy deser chochołowski, który zdecydowanie każdemu polecamy:) Po takim wysiłku, z pewnością każdemu należy się taki zastrzyk kalorii, a dodatkowo w tej pięknej scenerii smakuje on wyśmienicie.

Grześ
Na szczycie Grzesia

Spacer w kierunku Siwej Polany

Mając dużo czasu odwiedzamy po drodze kaplicę św. Jana Bosko, która stoi na Polanie Chochołowskiej.

Mając sporo czasu, postanawiamy wrócić na Siwą Polanę na własnych nogach. 9 kilometrowa droga mija nam bardzo szybko. Może nie należy ona do najpiękniejszych, ale spacer w górach zawsze jest wspaniały. Na Siwej Polanie zatrzymujemy się jeszcze przy krzyżu wspominającym, że w tym miejscu lądował helikopter z Papieżem w 1983 r. Po kilku godzinach na szlaku pakujemy się do busa i wracamy do Zakopanego. Szkoda, że nie udało nam się wejść na Rohacze, ale i tak jesteśmy zadowoleni z trasy, którą udało nam się przemierzyć.

Kaplica św. Jana Bosko
Kaplica św. Jana Bosko na Polanie Chochołowskiej
Kolejka Rakoń
Kolejka Rakoń

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *