Tatry Tatry Słowackie Tatry Zachodnie

Tatry Zachodnie: Czerwone Wierchy i Giewont w jeden dzień

Przystanek I- Przysłop Miętusi

Po wieczornych opadach deszczu nie byliśmy pozytywnie nastrojeni co do aury, jaka spotka nas nazajutrz w górach. Jednak pogoda jaka nas obudziła była nie lada niespodzianką. Piękne, bezchmurne niebo, dość ciepło i nic nie zapowiada by mogło przyjść jakieś załamanie pogody. Dlatego udajemy się w kierunku Nędzówki, skąd czerwonym szlakiem kierujemy się do Przełęczy Przysłop Miętusi. Szlak jest przepiękny. Przez las przedzierają się poranne promienie słoneczne, które sprawiają, że jesteśmy świadkami niesamowitego spektaklu.

Na Przysłopie Miętusim (1193 m n.p.m.) jesteśmy po niecałej godzinie. Odkrywa się przed nami piękny widok na całe Czerwone Wierchy. Siadamy na chwilę by rozkoszować się tym cudownym widokiem.

Las o poranku
Las o poranku

Małołączniak- szlak niebieski przez Kobylarzową Turnię

Następnie niebieskim szlakiem udajemy się w kierunku Małołączniaka. Szlak jest przepiękny, przechodząc pod Kobylarzową Turnią docieramy do miejsca, w którym pojawiają się sztuczne ułatwienia, co w Tatrach Zachodnich jest rzadkim widokiem.

Niestety pod samym szczytem pojawia się mgła, która nie chce zupełnie odpuścić. Po ponad dwu godzinnej wspinaczce stajemy na szczycie Małołączniaka (2096 m n.p.m.). Nie tracąc czasu postanawiamy udać się w kierunku Doliny Kościeliskiej, aby zdobyć najwyższy  z Czerwonych Wierchów i naszym zdaniem jeden z ciekawszych szczytów w Tatrach Zachodnich- Krzesanicę (2122 m n.p.m.). Na szczycie można dostrzec bardzo dużą ilość kopczyków, które układane są tutaj przez turystów. Na szczycie robimy sobie przerwę i rozkoszujemy się widokami w stronę Bystrej oraz Starorobociańskiego Wierchu. Na polską stronę widoki kończą się na słupkach granicznych:)

Przysłop Miętusi
Przysłop Miętusi

Czerwone Wierchy, czyli tatrzański roller coaster

Rezygnujemy ze zdobycia kolejnego z Czerwonych Wierchów- Ciemniaka i udajemy się z powrotem na szczyt Małołączniaka, z którego podążając czerwonymi znakami wchodzimy na Kopę Kondracką (2005 m n.p.m.). Wejście i schodzenie z kolejnych szczytów Czerwonych Wierchów to prawdziwy rollercoaster, a przejścia pomiędzy kolejnymi z nich nie powinny zająć więcej niż godzinę. Wędrując po grani, jesteśmy świadkami bardzo ciekawego zjawiska. Chmury po stronie polskiej zatrzymały się na grani, która jest dla nich granicą nie do przebrnięcia, dzięki czemu po stronie słowackiej możemy rozkoszować się wspaniałą tatrzańską panoramą na Tatry Wysokie włącznie.

Na szczycie Krzesanicy
Na szczycie Krzesanicy

Na Giewont!

Z Kopy Kondrackiej żółtym szlakiem kierujemy się na Przełęcz Kondracką, z której jest już rzut beretem na Giewont. Choć nie przepadamy za tym szczytem postanawiamy go zdobyć, zważywszy na to, że pogoda sprawiła, iż nie jest oblegany tłumnie przez turystów. 20 minut do góry i stajemy na szczycie, z którego niestety brak jakichkolwiek widoków, ale wejście na niego “odhaczamy” i zapisujemy w swoim wspólnym CV.

Wodospad Siklawica

Na drogę powrotną wybieramy szlak czerwony, który wiedzie przez Przełęcz w Grzybowcu oraz Dolinę Strążyską do Zakopanego. Idziemy we mgle, więc nie jest nam dane podziwiać widoków w kierunku północy, którymi w pogodny dzień można się stąd rozkoszować.  Po drodze zbaczamy w Dolinie Strążyskiej ze szlaku, by zobaczyć jeszcze wodospad Siklawica. Woda spada tutaj z 23 metrów ze skalnej półki na północnych ścianach Giewontu. Stąd mamy pół godziny drogi do ulicy Strążyskiej w Zakopanem. Rozpadało się niemiłosiernie. Ubieramy peleryny, a i tak jesteśmy przemoczeni do suchej nitki. Tak kończy się nasza przygoda z Czerwonymi Wierchami.

Szczyty do zdobycia Korony Tatr: Krzesanica, Małołączniak, Kopa Kondracka, Giewont

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *