Beskid Mały Beskidy

Beskid Mały nie taki Mały- Madahora i Potrójna

Mlada Hora
Mlada Hora

Wolny dzień zawsze kończy się u nas tak samo- wyjazdem w góry. To chyba już dla wszystkich oczywiste. Naszej rodziny tym bardziej to nie dziwi. Kiedy dzwonię do rodziców zapowiedzieć się z wizytą, pytają gdzie tym razem się wybieramy, a do nich oczywiście przyjeżdżamy “przy okazji”. Stąd tym razem…

Start: Rzyki

Cel: Łamana Skała, Potrójna

Odległość: 13,65 km

Link do śladu GPS: https://www.traseo.pl/trasa/madahora-potrojna-beskid-maly

Z wizytą w Beskidach

Ostatnio łazikowaliśmy głównie po Sudetach, jednak w końcu zamieniamy je na Beskidy i wyruszamy na krótką część Małego Szlaku Beskidzkiego. Parkujemy pod pierwszym wyciągiem narciarskim mieszczącym się w Rzykach. Musimy przejść kawałek asfaltem, aby dojść do początku żółtego szlaku. Zaczyna się on przy kolejnym wyciągu narciarskim. 

Mlada Hora

Gdzie zacząć?

Wybierając się na stok można skorzystać z parkingu albo dojechać do niego skibusem pod samą stację. Znajdujemy żółte oznakowanie na drzewach i podążamy ich śladem. Kolejny raz zaskoczyła nas dobrze wydeptana ścieżka, mimo, że dookoła leży naprawdę sporo śniegu. Mały Beskid nie jest taki mały. Do pokonania mamy około 400 m przewyższenia, a szlak od samego początku do łagodnych nie należy. Nie możemy znaleźć wspólnego tempa. Pewnie dlatego, że od samego początku ukazują nam się piękne widoki i chcę nacieszyć nimi oko, przez co cały czas fotografuję okolicę. Tłumaczę sobie, że im wyżej tym ładniej i szybko doganiam mojego biegacza

Na rozwidleniu dróg
Na rozwidleniu dróg

Rozstaje Anuli

Tym samym dochodzimy do czerwonego szlaku. W lewo prowadzi on na Leskowiec. My odbijamy w prawo. Dochodzimy do Rozstaju pod Łamaną Skałą nazywaną również Rozstajem Anuli. Druga nazwa wzięła się od krowy, która uciekła pewnemu gospodarzowi i osiedliła się w tym miejscu. Jeśli zaciekawiła was ta krówka, to zachęcamy do dogłębnej lektury poniżej:

Wydarzyło się to jeszcze przed I wojną światową, ale któż by to dokładnie pamiętał. Józef ze Snokówki miał dwie córki na wydaniu, a postawny Krzysiek z Kukowa, starał się o rękę starszej z nich. Ojciec zgodził się na ślub i postanowił wznieść młodym chatę na łące pod lasem. By zdobyć pieniądze na budowę, swoje dwie krowy pognał do Wadowic przez Beskid. Intendentura stacjonującego tam cesarsko- królewskiego 56. Galicyjskiego Pułku PIechoty płaciła za bydło znacznie więcej niż mógłby on otrzymać za nie w Ślemieniu. Krowy różniły się temperamentem: Krasula była spokojna i dawała więcej mleka, natomiast Anula była inteligentniejsza, bardziej ruchliwa i lepiej sobie radziła z wyszukiwaniem najsmaczniejszych traw. Ona również szybko zorientowała się, że gospodarz zabiera je z obory na zawsze. Krasula zrezygnowana szła noga w nogę, Anula zaś co chwilę nerwowo przystawała i rzucała łbem, jakby się przed gzami oganiając. W pewnej chwili gdzieś w okolicy Wedrujących Kammieni pod Smrekowicą zerwała się gospodarzowi z Powroża i pognała przed siebie w las. Józef szukał ją przez dłuższą chwilę, jednak uznał, że sama wróci do obory. Z samą Krasulą podążył do Wadowic, korzystnie sprzedając ją wojsku. Po powrocie do domu okazało się, że Anuli nie ma. Przepadła jak kamień w wodę. Przez następne dni, gospodarz poszukiwał swojej krowy w całym masywie Madohory- w końcu bydło stanowiło znaczący majątek. Jednak Anula się nie odnalazła. 
Wesele Józkowej córki było huczne i bardzo udane. Młodzi ze względu na nieco mniejsze wiano zamieszkali w nieco skromniejszej chałupie. 
Ludzie, przez wiele miesięcy gadali, że wędrując w okolicy rozstoju pod Łamaną Skałą można było spotkać krowę, lecz tak płochliwą, że nie sposób było do niej podejść. Od tego czasu do tego miejsca przylgnęła nazwa Rozstaje Anuli.

Jak to z tą Anulą było
Jak to z tą Anulą było

Szczyt do zdobycia

Po zapoznaniu się z notką historyczną, idziemy dalej żółto-czerwonym szlakiem.  Na szczycie Madahora (910 m n.p.m.) stajemy już po kilku minutach. Dalej chcemy odbić ze szlaku, aby wejść na Łamaną Skałę (929 m n.p.m.). Zakopani po kolana w śniegu szybko rezygnSzujemy z tego pomysłu. 

Leśne utrudnienia na szlaku

Podczas dalszej wędrówki  często  nachodzimy na drzewa powalone od ciężaru śniegu. To jedyne utrudnienie na tej trasie. Oczywiście trzeba uważać przechodząc pod drzewami. Co jakiś czas nadmiar śniegu opada na ścieżkę. Chyba nie trzeba opisywać uczucia, kiedy śnieg dostanie się za kołnierz:)

Czas na posiłek- w końcu ;D

Idąc dalej mijamy górną stacje kolejki, która ku naszemu zdziwieniu jest nieczynna. Jesteśmy w połowie naszej trasy i na horyzoncie widzimy już Chatę na Potrójnej. Tam chcemy zatrzymać się na posiłek. Przed nami jeszcze Przełęcz na Przykrej, gdzie żółty szlak odbija w lewo na Chatkę pod Potrójną. Idziemy prosto na Przełęcz Zakocierską, gdzie oba szlaki znów się łącza. Tutaj pierwszy raz w tym dniu mijamy turystów na swojej drodze.

leśne śnieżne stwory
leśne śnieżne stwory

Chwilę później wchodzimy na szerszą ścieżkę, gdzie widoczne są liczne ślady nart. Ostatnie podejście i docieramy do pierwszych drewnianych zabudowań. Nasz cel znajduje się po prawej stronie tuż przy szlaku. Ściągamy raczki i o pustych żołądkach wchodzimy rozgrzać się do chatki. Karmimy swoje brzuszki, chwilkę odpoczywamy i wyruszamy na ostatni odcinek naszej wędrówki.

Szlakowskaz na Potrójnej
Szlakowskaz na Potrójnej
Chatka na Potrójnej
Chatka na Potrójnej

Szybka zabawa jak za dziecka

Przed zejściem ‚’’szczytujemy” na Potrójnej (887 m n.p.m.) skąd rozpościera się panorama na okoliczne szczyty. Pogoda i widoczność dopisały, jednak nie na tyle, aby zobaczyć Tatry. Ze wszystkich bliższych szczytów pod czapą chmury znajduje tylko humorzasta Babia Góra. Znajdujemy czarne oznaczenia i nie rozstajemy się już z nimi do samego parkingu. Chwilkę zakopujemy się w śniegu, ale szybko dochodzimy do prywatnej posesji. Stąd droga przetarta jest przez samochód. Pod cienką warstwą śniegu jest sam lód. Mimo założonych raczków decydujemy się na krótki powrót do dzieciństwa. Do zabawy wchodzą dupozloty. W ten sposób dojeżdżamy do kapliczki przy której stajemy na nogi i odbijamy w prawo. Idziemy ok 15 minut, kiedy orientuję się, że nie mam zapasowych rękawiczek.

Potrójna
Potrójna
Potrójna
Potrójna

Nie zabrakło biegania…

Odtwarzam zdjęcia w aparacie i znajduje zguby! Wypadły przy wyżej opisywanej posesji. M. powoli schodzi na dół z moimi rzeczami. Ja decyduję się na górskie bieganie w poszukiwaniu zguby. Następnym razem porządniej zapakuje swoje rzeczy.Rękawiczek oczywiście nie znajduję, a znalazcę pozdrawiam i życzę ciepłych dłoni w moich obsmarkanych rękawiczkach!  No nic przynajmniej trening zaliczony, a po drodze okazuje się, ze nie tylko ja coś zgubiłam. Zbieram po drodze rękawiczki M. i biegusiem wracam chociaż z jedną parą. Do parkingu dolatuję chwilę po M., więc całkiem dobry czas. Tak kończymy naszą niedzielną wędrówkę. Będąc w okolicy Bielska odwiedzamy rodzinkę, która częstuje nas gorącym rosołem. Idealne zakończenia dnia!  No może poza powrotem do domu, który wydłuża się do niecałych 3 godzin.

 
 
 

You may also like...

2 Comments

  1. Chatka pod Potrójną była kiedyś chatką Akademii Ekonomicznej w Katowicach. Byłam tam ponad 20 lat temu. Wtedy jeszcze nie było tam prądu.

  2. U nas nieustające błocko, a wy ciągle kusicie prawdziwym śniegiem. Ciepła północ Polski zazdrości. Super fotki!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *